V. Szkoła modlitwy

Jak Jezus się modlił?

Jezus nauczył się modlić w swojej Rodzinie i w synagodze: Jednak przekroczył granice tradycyjnej modlitwy. Jego modlitwa wskazuje na taki rodzaj związku z Ojcem w niebie, Jaki może mieć tylko Ten, kto jest Synem Bożym.

     Jezus, jednocześnie Bóg i człowiek, podobnie jak inne Jemu współczesne żydowskie dzieci, wzrastał w świecie określonych obrzędów i form modlitwy praktykowanych przez Jego lud. Jednak (...) było w Nim coś, czego nie mógł się nauczyć: pierwotna, głęboka i wyjątkowa relacja z Bogiem, Jego Ojcem w niebie. (...)

 

     Samo życie Jezusa było jedyną w swoim rodzaju modlitwą. W decydujących momentach (kuszenie na pustyni, wybór uczniów, śmierć na krzyżu) Jego modlitwa była szczególnie Intensywna. Często, aby się modlić, udawał się na miejsce osobne, zwłaszcza w nocy. Nicią przewodnią Jego ziemskiego życia było zjednoczenie z Ojcem w Duchu Świętym.

 

     Pamiętasz swoje pierwsze modlitwy? Powtarzane za bliskimi formuły czy ufnie bezpośrednie prośby dziecka? Pamiętasz kogoś, kto wprowadzał cię w modlitwę, uczył pierwszych jej słów?...

 

     Modlitwy uczymy się jak części życia, jak nawiązywania relacji z ludźmi i tworzenia głębokich więzi. Modlitwa sama w sobie jest poznawaniem się nawzajem, relacją i więzią - z Najwyższym!

 

     Jezus uczył się modlitwy... Czy to możliwe? A jednak. Syn Boży, który narodził się w ludzkiej rodzinie, patrzył jak ojciec i Matka modlą się w domu i w synagodze. Przyjmował słowa modlitw Starego Przymierza przekazywane przez Jego naród.

 

     Osądź mnie Panie, Boże mój, w swej sprawiedliwości (Ps 35,24).

 

     Będę baczył na Ciebie, Mocy moja, bo Ty jesteś moją warownią (Ps 59, 10).

 

     Słuchaj, Izraelu, Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie (Pwt 5, 1.6).

 

    Skąd więc z modlitwie Jezusa taka serdeczność i czułość?

 

     Ojcze (...) wszystko bowiem Moje jest Twoje, a Twoje jest Moje (J 17, 10).

 

     Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz... (J 11, 41-42).

 

     Syn Boży jako człowiek przyjął także ten element ludzkiego życia, jakim jest wzrastanie, dotyczące zarówno rozwoju osobistego, jak i rozwoju relacji. Widać to m.in. w relacji Jezusa z Rodzicami, z uczniami...

 

     Relacja Jezusa z Ojcem, pełna bliskości i oddania - pociąga i napełnia tęsknotą. To właśnie modlitwa Jezusa, która zaczyna się od prostego chłopięcego przekonania powinienem być w tym, co należy do mojego Ojca (Lk 2, 49), rozwija się poprzez dziękczynienie, które ujawnia jednomyślność Ojca i Syna: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi... (Mt 11, 25), przez powierzanie Ojcu najbliższych osób: Ja za nimi proszę (...), za tymi, których Mi dałeś, ponieważ sq Twoimi (J 17, 9), aż do całkowitego oddania i współdziałania z wolą Ojca kosztem siebie: Ojcze, jeśli możliwe (...). Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty (Mt 26, 39).

 

     Jeśli relacja rozwija się, musi mieć na to czas i warunki. Ewangelie w dyskretny sposób pokazują nam niezliczone godziny nocy, które Jezus spędzał na rozmowie z Ojcem, Jego "wykradanie się" wczesnym rankiem na modlitwę, Jego pragnienie modlitwy w każdym znaczącym momencie życia, w chwilach radości i próby... Jezus jako człowiek wyraźnie stawia Ojca ponad swoimi potrzebami (odpoczynku, snu...) i jest z Nim tak głęboko zjednoczony podczas kontaktów z ludźmi, że nigdy nie wychodzi do nich sam, ale zawsze z Ojcem w Duchu Świętym. Modlitwa przedłuża się w nieustanne przeżywanie Obecności.

 

     Jeśli sam Syn Boży uczył się modlitwy - nie denerwuj się, że nie umiesz się modlić, albo masz trudności. Ale jeśli sam Syn Boży szukał osobnego czasu i miejsca na modlitwę - daj też swojej modlitwie czas na wzrastanie. Ojciec jest zawsze - i czeka.

 

 

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Tekst pochodzi z pisma

Ruchu Światło-Życie „Wieczernik” nr 187

 

 

 

y

POWRÓT DO SPISU TREŚCI

 

 

 

Co to jest modlitwa

Youcat to katechizm dla młodych przygotowany na Światowe Dni Młodzieży w Madrycie. Oparty jest na "dużym" Katechizmie Kościoła Katolickiego, wstęp do niego napisał papież Benedykt XVI. Youcat stał się prawdziwym wydarzeniem zwracając uwagę nie tylko nowoczesną i atrakcyjną formą, ale przede wszystkim swą znakomicie przygotowaną treścią, bowiem w sposób przystępny a zarazem bardzo ciekawy i głęboki przedstawia naszą wiarę.

     Katechizmowy wykład o modlitwie już sam w sobie jest prawdziwą szkołą modlitwy, fascynującym przewodnikiem po modlitwie chrześcijańskiej. Chcemy przybliżyć ten wspaniały tekst czytelnikom "Wieczernika". W kolejnych numerach będziemy przytaczać i omawiać poszczególne punkty części IV Youcat. Zapraszamy (red).

 

      Modlitwa to zwrócenie się sercem ku Bogu. Kiedy człowiek się modli, wchodzi w żywą relację z Bogiem.

 

     Modlitwa to wielka brama do wiary. Kto się modli, nie żyje już więcej dzięki sobie, dla siebie i swoją własną siłą. Wie, ze istnieje Bóg, do którego należy się zwracać. Człowiek modlący się coraz bardziej zawierza się Bogu. Już teraz szuka więzi z Tym, z którym pewnego dnia spotka się twarzą w Twarz. Dlatego do życia chrześcijańskiego przynależy wysiłek codziennej modlitwy. Jednak nie można nauczyć się modlić, tak jak uczy się techniki. Choć dziwnie to zabrzmi: modlenie się jest darem, który otrzymujemy przez modlenie się.

 

     Brama do wiary? Czy do wiary trzeba wchodzić? Przecież - żeby wejść, żeby zacząć się modlić - trzeba już wierzyć! A jednak: wiedzieć, że jest Bóg, nawet wiedzieć, że można się z Nim spotkać w modlitwie - to jeszcze nie znaczy: wierzyć. Wiara to "żywa relacja", to więź i zaufanie. Relacja niezwykła, bo z samym Bogiem - ale rozwijająca się podobnie jak nasze międzyludzkie kontakty. Więź, która rośnie w miarę ilości spotkań, rozmów, wspólnie przeżytych wydarzeń, wspólnie rozwiązanych spraw, wspólnie pokonanych trudności...

 

     "Nie możemy wierzyć w Boga, którego nie znamy. A poznać Go tak naprawdę możemy przez modlitwę - najlepszy sposób BYCIA :)" (Iwona)

 

     Żadnej osoby nie poznam tylko z opowieści, bez BYCIA razem. Tym bardziej, jeśli ta relacja dotyczy Boga: mieć o Nim pewne informacje, nawet sprawdzone i z pewnych źródeł - to dopiero wstęp do decyzji, żeby się z Nim... spotkać! Czyli - pokonać bariery, zaryzykować osobistą rozmowę, odkryć w Nim Osobę i... zwrócić się do Niego sercem. Zaangażować uczucia!

 

     Poznawanie Boga sprawia, że przychodzimy do Niego coraz ufniej, uwalniani stopniowo od lęku, obaw przed przyszłością, dręczącego zatroskania o bieg spraw. Skąd ta wolność? Z pewności, że Jego dłoniom można powierzyć wszystko, bo On jest dobry, miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy [Ps 103, 8]. Taki właśnie daje się poznać w modlitwie.

 

     Poznawanie Osoby Boga fascynuje i budzi tęsknotę. "Sama myśl spotkania z Ojcem twarzą w Twarz i rozmowy, łask i możliwości podziękowania za radość i cierpienie, które też wiele mnie uczy, daje tak wiele radości i jest tak niewyobrażalna, że nie sposób nie zatrzymać się czytając to..." (Dorota)

 

     Pragnienie spotkania i tęsknota za Bogiem, który odsłania w modlitwie swoją Twarz i tętniące miłością Serce, motywuje do wysiłku. Znalezienie czasu, miejsca, warunków na takie wyjątkowe Spotkanie wymaga często rezygnacji, mobilizacji, poświęcenia. Ale w modlitwie rodzi się żywa relacja - miłość! Ile jest w stanie poświęcić ten, kto kocha i tęskni?...

 

     Uczyć się modlitwy, to uczyć się Boga. Jego reakcji na wydarzenia, Jego uczuć, Jego pragnień. Uczyć się modlitwy, to uczyć się siebie przed Nim... swoich reakcji na wydarzenia, swoich uczuć, swoich pragnień. Nie da się opanować modlitwy jak zestawu zasad i praw ani jak obsługi urządzenia! To nie jest przyswajanie metod medytacji, technik relaksacyjnych, sztuki oddychania...

 

     Jeśli osoby "uczę się" przez spotkania, bycie razem i działanie razem - to Boga "uczę się" przez modlitwę...

 

 

s. Rita od Chrystusa Sługi

Tekst pochodzi z pisma

Ruchu Światło-Życie "Wieczernik" nr 181

 

 

POWRÓT DO SPISU TREŚCI

 

 

 

Dlaczego Abraham jest wzorem modlącego się?

Abraham był posłuszny Bogu. Był gotowy wyruszyć tam, dokąd chciał Bóg, i czynić to, czego chciał Bóg. Przez posłuszeństwo i gotowość do wyruszenia w drogę staje się wzorem dla naszej modlitwy.

     Nie zachowało się w przekazach wiele modlitw przypisywanych Abrahamowi. Ale tam, gdzie przybył, wznosił swemu Bogu ołtarze, miejsca modlitwy. Na swojej drodze przeżył wielorakie doświadczenia z Bogiem, także takie, które wystawiały go na próbę i rodziły niepewność.

 

     Gdy Abraham widział, że Bóg chciał zniszczyć grzeszne miasto Sodomę, wstawił się za jego mieszkańcami. Walczył z Bogiem, i to bardzo zaciekle. Jego orędownictwo za Sodomą jest pierwszą wielką modlitwą prośby w historii ludu Bożego.

 

     W czynach Abrama widać jednocześnie rzeczowe i konkretne podejście do życia, zdecydowanie, męstwo i wolę walki, gdy jest ona potrzebna (Rdz 14,13-16), poczucie realizmu (Rdz 15,1-6), podejmowanie odpowiedzialności. Te cechy ludzkie też się u Abrama rozwijają - w modlitwie i przez modlitwę. Właśnie spotkania z Bogiem sprawiają, że los innych nie jest mu obojętny. A ta wrażliwość doprowadziła Abrahama do być może najdłuższego dialogu w życiu - i to dialogu z Bogiem! (Rdz 18,1.22-33) W poruszającej scenie „targowania się" o los mieszkańców Sodomy widać, że ten człowiek, tak oszczędny w słowach, nagle używa całej wymowności, argumentacji, chwilami wręcz przebiegłości. Po co? Żeby odwrócić klęskę grożącą obcym ludziom, którzy na nią zasłużyli. Pierwsza w Biblii zapisana modlitwa bezinteresownej prośby za innych, modlitwa pełna wysiłku ze strony człowieka, a jednocześnie chętnie słuchana przez Boga, który z upragnieniem czeka na kolejne słowa swojego sługi. Kiedy chodzi o innych, modlitwa Abrahama już nie jest milczącym, aktywnym posłuszeństwem - ale staje się zmaganiem, nadstawieniem siebie i walką. Kiedy chodzi o innych... deszcze jedno: Abraham „kojarzy mi się z założycielem, tym, kto rozpoczął ten okres podążania za Bogiem i szukania Go" [Bartek, lat 15]. To nie jest pomyłka: „ten okres" to czas, w którym również my żyjemy. „Nasz" czas należy do epoki szukania Boga i podążania za Nim, ponieważ Abraham tę epokę niejako swoją wiarą zapoczątkował. Aż tak? Tak! Bóg czekał na „tak" człowieka, ponieważ razem z darem wolnej woli dał nam zaproszenie do świadomego współ-stwarzania z Nim nas samych i współ-tworzenia dziejów świata!

 

     Dużo, dużo później Bóg będzie czekał na „fiat” Dziewczyny należącej do potomstwa Abrahama, i od Jej decyzji uzależni realizację Wcielenia... Maryja już wzrastała w narodzie, który istniał dzięki pierwszemu „tak” ojca wiary, mogła czerpać z tego dziedzictwa. Swoją drogą, ciekawe jest w jak różny sposób Maryja i Abraham wyrazili odpowiedź na propozycję Boga. Maryja - słowem, w które włożyła całe serce. Po kobiecemu. Abraham - czynem, za którym poszło całe życie. Po męsku.

 

     Modlitwa jest relacją osobową (!), która pozwala nam wyrażać się w sposób dla nas właściwy, zgodnie z naturą jaką Bóg nam dał, a także zgodnie z osobistym charakterem i własną płcią. Abraham w modlitwie był małomówny ale aktywny. Stopniowo rosła jego odpowiedzialność za innych, wola, pragnienie obrony kogoś, gotowość poświęcenia...

 

     Przykład Abrahama mówi nam: Posłuszeństwo Bogu i gotowość wyruszenia w drogę ze względu na Niego jest wzorem modlitwy, która człowieka podejmującego takie wyzwania - rozwija. Ucz się od Abrahama czym jest prawdziwa modlitwa!

 

 

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Tekst pochodzi z pisma

Ruchu Światło-Życie "Wieczernik" nr 184

 

 

POWRÓT DO SPISU TREŚCI

 

 

 

Modlitwa Jezusa w obliczu śmierci

W obliczu śmierci Jezusa przeszywał do żywego ludzki strach. Znalazł jednak siłę, aby także w tej godzinie powierzyć się Ojcu niebieskiemu: "Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, oddal ten kielich ode Mnie! Jednak nie to, co Ja chcę, lecz co Ty" (Mk 14,36). "Jak trwoga to do Boga". Niemal każdy człowiek doświadcza tego w swoim życiu. Jak modlił się Jezus w obliczu śmiertelnego zagrożenia? Jego przewodniczką przez te godziny była absolutna gotowość do zawierzenia się miłości i opiece swego Ojca. Mimo to wypowiedział modlitwę z dna otchłani, najbardziej rozpaczliwą z modlitw żydowskich, w chwili śmierci: "Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił" (Mk 15,34 zaczerpnięte z Ps 22,2). Wszelka ludzka rozpacz, lament, krzyk wszystkich czasów i tęsknota za pomocną ręką Boga zawierają się w tym wołaniu Ukrzyżowanego. Mówiąc: "Ojcze, w Twoje ręce oddaję mojego ducha" (Łk 23,46), wyzionął ducha. Brzmi tu bezgraniczne zaufanie do Ojca, którego moc zna drogę do przezwyciężenia śmierci. W ten sposób modlitwą podczas umierania Jezus antycypuje wielkanocne zwycięstwo przez swoje Zmartwychwstanie.

     Strach. Poczucie zagrożenia, sytuacja bez wyjścia. Przytłaczające cierpienie albo przewidywanie czegoś niszczącego. Znamy go. Naturalny, ludzki? W strachu kryje się coś więcej... Gdy Duch Święty woła i zaprasza, by zrobić coś dobrego - strach jest w ręku Złego potężnym paralizatorem o szerokim działaniu. Jeśli zostanie dopuszczony do serca - blokuje Bożą inicjatywę i pozostawia w lękliwej bierności (walka Jezusa z tym strachem - to Ogrójec).

 

     Gdy niepewna lub groźna sytuacja jest szansą, by wreszcie odnaleźć bezpieczne ramiona Ojca z Nieba, odkryć Jego siłę, troskę i serce - strach jest w ręku Złego potężnym izolatorem, zamykającym nas w tworzeniu własnych "planów awaryjnych", w samotnej, nerwowej szarpaninie lub w rozpaczy - byle daleko od Boga, byle nawet o Nim nie wspomnieć... A samotność pogłębia lęk (walka Jezusa z tym strachem - to godziny krzyża).

 

     Przez strach i przez śmierć każdy musi przejść sam. Jezus to przyjął. Patrzę na Niego szukając odpowiedzi, jak zwyciężyć strach? Przez modlitwę! Jak przejść przez tunel śmierci bezpiecznie? W modlitwie.

 

     Psalm 22 w ustach Konającego zdradza samotność: ogromną pustkę po najbliższych uczniach, Apostołach... i w najczulszym zakątku serca rozdzierającą wątpliwość: gdzie Ojciec?

 

     W tym samym Psalmie brzmi... zaufanie, niezłomne i nie bezpodstawne. W Tobie nasi ojcowie ufność pokładali, zaufali Ci, a Tyś ich uwolnił (w.5). Historia przodków to dowód działania Boga, który wybawia.

 

     O co modli się Jezus? Me stój z dala ode mnie! (w. 11) - to wołanie o obecność Ojca i Jego bliskość. Czy Ojca nie ma? JESTEM, KTÓRY JESTEM nie potrafi być nieobecny. Ludzkie "nie czuję" nie znaczy: "nie ma Go"!

 

     Ocal (...) moje życie, wybaw mnie! (w. 21). Ojciec nie jest głuchy ani nieczuły na tę prośbę! Spełni ją i to w sposób przerastający oczekiwania... Cierpliwości! Za trzy dni...

 

     Chwalić Cię będę (w. 23), moja dusza będzie żyła dla Niego, potomstwo moje Jemu będzie służyć (w. 30-31). Ta pewność Jezusa-Człowieka w otchłani śmierci jest oszałamiająca. Nie zostanie zawiedziona.

 

     Jest taki wizerunek Trójcy Świętej: Ojciec podtrzymuje ramiona krzyża, na którym wisi Syn, a z przebitego Serca Jezusa darowany zostaje Duch Ożywiciel. Tę samą tajemnicę przeżywamy w Eucharystii: "Podczas konsekracji Jezus wprowadza nas w głęboki i bezpośredni kontakt z chwilą, w której umiera z miłości do Ojca. Lecz ten moment ściśle odpowiada (...) momentowi, w którym Ojciec przyjmuje Go w miłości i wieńczy chwałą. (...) W rym momencie Jezus-człowiek staje się (wg św. Pawła) ŤDuchem dającym życieť" (mnich kartuski, "Eucharystia tajemnica ślubna").

 

     Tylko modlitwa może sięgnąć w tajemnicę więzi Ojca i Syna, w słowa, którymi Ojciec mógł Syna przyjąć w ramionach po Męce. Tylko modlitwa może Cię zanurzyć w tę Miłość, dla której Jezus przyjął śmierć. "Lecz z tej śmierci życie tryska", życie dla Ciebie. Bierzesz?

 

 

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Tekst pochodzi z pisma

Ruchu Światło-Życie "Wieczernik" nr 188

 

 

 

 

 

POWRÓT DO SPISU TREŚCI