Kult relikwii

Święci w naszej parafii

 

Materialne pozostałości po ludziach szanowanych i miłowanych, czy to cielesne, jak np. kości, czy rzeczowe, jak np. modlitewnik, nazywa się relikwiami.

 

Kult relikwii jest tak stary, jak kultura ludzka. W starożytnym Izraelu w wielką czcią były otoczone groby patriarchów (Rdz 23). Ze czcią przechowywano również przedmioty osobiste umiłowanych ludzi zmarłych. W ewangeliach natomiast wielokrotnie jest mowa o pobożnym traktowaniu rzeczy związanych z jeszcze żyjącym Jezusem, np. o ufnym dotykaniu się Jego szat, a nawet samych frędzli Jego płaszcza dla uzyskania zdrowia (Mt 9,20; Mk 5,27 i 6,56;  Łk 8,44). Dzieje Apostolskie podają z kolei fakt, że do św. Piotra przynoszono chorych, aby przynajmniej cień jego ciała padł na nich i aby zostali uzdrowieni (Dz 5,15). W innym miejscu jest mowa o tym, że w Efezie w podobnym celu nakładano na chorych chusty i przepaski św. Pawła Apostoła (Dz 19,12).

 

Sam opis pogrzebu Jezusa wskazuje, z jaką czcią traktowano Jego ciało. Józef z Arymatei najpierw prosił Piłata o ciało Jezusa, a otrzymawszy je, owinął w czyste płótno, złożył w nowym grobie, który został wykuty w skale. A  po odejściu uczestników pogrzebu, dwie kobiety pozostały przy grobie, jakby dla adoracji relikwii. Następnie przyszły z pachnącymi i drogimi olejkami, aby ze czcią namaścić ciało Jezusa. Te szczegóły z Ewangelii są podawane na pewno nie bez powodu. Z kolei Drzewo krzyża, na którym Jezus złożył ofiarę życia. odnaleziono po trzystu latach, w trakcie porządkowania wzgórza Golgoty, zainicjowanego przez św. Helenę. Ciało Jezusa i Jego krzyż to zatem pierwsze chrześcijańskie relikwie.

 

Wkrótce kult relikwii rozszerzył się na męczenników. Ze wzruszającym przejawem czci relikwii świętego męczennika spotykamy się w czasach uczniów apostolskich, w opisie męczeństwa św. Polikarpa, biskupa Smyrny w Azji Mniejszej. Był on uczniem św. Jana Ewangelisty.  Już za życia, ze względu na jego świętość, starano się dotknąć jego ciała. Kiedy zaś został umęczony, a było to około 155 r. po Chr., jego prześladowcy nakazali spalić ciało. Chrześcijanom nie pozwolono wyciągnąć z ognia płonących szczątków, ale jednak coś się im udało uratować, napisano bowiem: „Mogliśmy  później zebrać jego kości, cenniejsze od klejnotów i droższe od złota, aby je złożyć w miejscu stosownym. Tam też, jeśli to będzie możliwe, pozwoli Pan spotkać się razem w weselu wielkim i radości, aby obchodzić rocznicę męczeństwa Polikarpa jako dzień jego narodzin i w ten sposób wspominać tych, którzy walczyli przed nami, a zarazem ćwiczyć i przygotowywać tych, którzy będą walczyć w przyszłości". („Męczeństwo św. Polikarpa, Biskupa Smyrny”, ok. 157 r). Starożytni chrześcijanie rozumieli, że ta cześć świętych i ich relikwii jest przejawem czci samego Chrystusa: „Jemu składamy hołd naszej adoracji, gdyż jest Synem Bożym, męczenników zaś kochamy jako uczniów i naśladowców Pana; a jest to rzeczą słuszną, gdyż w stopniu niezrównanym oddali się oni swojemu Królowi i Mistrzowi. Obyśmy i my również stali się ich towarzyszami i naśladowcami" (tamże).

 

W poglądach pierwszych chrześcijan na temat czci świętych i relikwii widać wyraźnie odbicie i realizację słów Jezusa: „Kto mi służy, tego uczci mój Ojciec" (J 12,26). Od najdawniejszych czasów relikwie oznaczały niemal żywą obecność świętego. Nad grobami męczenników stawiano ołtarze i świątynie. Przed relikwiami niekiedy palono wieczne lampki. Aby zdobyć cenne relikwie, potrzebne np. do stworzenia metropolii, toczono czasami nawet wojny, jak to uczynił np. władca Czech Brzetysław, który w 1038 roku, szczególnie dla zdobycia relikwii biskupa praskiego, św. Wojciecha i Pięciu Polskich Braci Męczenników, dokonał łupieżczej napaści na polskie Gniezno. Takie i podobne wynaturzenia, polityczne lub zabobonne traktowanie relikwii, siłą kontrreakcji spowodowały znaczny upadek ich kultu w czasach nowożytnych. Podobnie ma się z kultem świętych osób. Traktowanie ich zabobonnie, w postaci duchowego amuletu, chroniącego od nieszczęść, oderwanie ich od Chrystusa, który jest źródłem ich świętości i któremu oni służyli jest głębokim nieporozumieniem. Podobnie jak Chrystus mówił o sobie: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9)  tak święci zdają się nam podpowiadać: „Kto widzi nas, ten widzi Chrystusa!” Z tego względu świętych można nazwać „piątą Ewangelią”. Patrząc na nich, odczytujemy zapisaną w ich życiu naukę Jezusa i Jego obraz, stając się ich towarzyszami i naśladowcami, a zarazem towarzyszami i naśladowcami Chrystusa.

 

Święci w naszym kościele

 

Św. Andrzej Bobola

– ur. 30 listopada 1591 w Strachocinie k. Sanoka, zm. 16 maja 1657 r. w Janowie Poleskim. Polski duchowny katolicki, jezuita, misjonarz, kaznodzieja, męczennik, święty Kościoła katolickiego, autor tekstu ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza. Jeden z patronów Polski.

 

Święty Andrzej Bobola urodził się prawdopodobnie 30 listopada 1591 r. w Strachocinie. W latach 1606-1611 studiował w szkole jezuickiej w Braniewie, następnie (31 lipca 1611 roku) wstąpił do tego zakonu i nowicjat odprawił w Wilnie. Śluby zakonne złożył 31 lipca 1613. W latach 1613-1616 studiował filozofię na Uniwersytecie Wileńskim; w latach 1618-1622 studiował tam również teologię, nie zdał jednak ostatniego, najważniejszego egzaminu. 12 marca 1623 otrzymał święcenia kapłańskie.

Przez rok był rektorem kościoła w Nieświeżu (1623-1624), gdzie wspólnie z księciem Albrychtem Stanisławem Radziwiłłem dążył do uroczystego uznania przez króla w ślubowaniach Matki Bożej Królową Polski, co zostało spełnione we Lwowie 1 kwietnia 1656 r. 2 czerwca 1630 złożył profesję czterech ślubów zakonnych w kościele św. Kazimierza w Wilnie, po czym został superiorem (przełożonym) domu zakonnego w Bobrujsku w latach 1630-1633. Następnie pracował w Płocku (1633-1636), w Warszawie jako kaznodzieja (1636-1637) i ponownie w Płocku (1637-1638) jako prefekt kolegium i kaznodzieja. Kolejne cztery lata (1638-1642) spędził w Łomży, będąc doradcą rektora, kaznodzieją i dyrektorem szkoły humanistycznej. W okresie od 1642-1646 przebywał w Pińsku i okolicach prowadząc rozwiniętą działalność ewangelizacyjną, a w latach 1646-1652 ze względów zdrowotnych przebywał w Wilnie, przy kościele św. Kazimierza, głosząc kazania i prowadząc wykłady oraz misje. Wrócił ponownie na ziemię pińską, podejmując szeroko zakrojoną ewangelizację – znany jest jako apostoł Pińszczyzny.

16 maja 1657 podczas powstania Chmielnickiego dostał się we wsi Mohilno w ręce Kozaków. Zamęczono go w okrutny sposób na śmierć w rzeźni w Janowie Poleskim.

30 października 1853 został beatyfikowany, a  17 kwietnia 1938 kanonizowany przez papieża Piusa XI. Zmumifikowane naturalnie zwłoki Boboli przez długie lata otaczane były czcią w kościele parafialnym w Połocku. W 1922 bolszewicy zabrali je jako osobliwość (z racji dobrego stanu mumifikacji) do Gmachu Higienicznego Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia. W maju 1924 relikwie – jako rodzaj „zapłaty” za pomoc w czasie głodu – przekazano Stolicy Apostolskiej. Od 17 czerwca 1938 znajdują się w Warszawie. 17 kwietnia 1988 złożono je w nowo wybudowanym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej.

Sanktuarium św. Andrzeja znajduje się również w Strachocinie.

Od 16 maja 2002 r. św. Andrzej Bobola jest drugorzędnym patronem Polski. Jest również patronem m.in. archidiecezji warszawskiej i warmińskiej.

Święto liturgiczne w Kościele katolickim obchodzone jest 16 maja.

Jest patronem kolejarzy.

 

Św. Siostra Faustyna Kowalska

urodziła się 25 sierpnia 1905 roku jako trzecie z dziesięciorga dzieci w rodzinie Marianny i Stanisława Kowalskich, rolników ze wsi Głogowiec. Na chrzcie świętym otrzymała imię Helena. Od dzieciństwa odznaczała się umiłowaniem modlitwy, pracowitością, posłuszeństwem i wielką wrażliwością na ludzką biedę. Gdy miała 9 lat przystąpiła do I Komunii świętej, którą przeżyła bardzo głęboko - ze świadomością przyjęcia do serca żywego Boga. Jej edukacja szkolna obejmowała zakres trzech klas szkoły podstawowej. Krótki okres nauki podyktowany był trudną sytuacją materialną jaka panowała w rodzinie. Właśnie dlatego żeby pomóc rodzicom i zarobić na własne utrzymanie Helena udała się już w wieku 16 lat na służbę do Aleksandrowa, a potem Łodzi i Ostrówka.

 

Głos powołania słyszała w swej duszy już od siódmego roku życia. Przez jakiś czas wobec braku zgody rodziców na wstąpienie do klasztoru próbowała go w sobie zagłuszyć. Przynaglona łaską Bożą wyjechała w lipcu 1924 roku do Warszawy - gdzie w ciągu roku zbierała pieniądze na posag. W dniu 1 sierpnia 1925 roku wstąpiła, po wielu poszukiwaniach, do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Po kilku miesiącach swojego pobytu w Warszawie wyjechała do nowicjatu w Krakowie podejmując intensywną formację zakonną. Poznawała wówczas zasady życia wewnętrznego, charyzmat Zgromadzenia i pracę.

 

30 kwietnia 1926 roku odbyły się obłóczyny, w czasie których otrzymała habit zakonny i nowe imię - siostra Maria Faustyna. W nowicjacie przeżyła ciemności duchowe, które były dla niej czasem cierpienia i próby. Po ukończeniu dwuletniego nowicjatu, 30 kwietnia 1928 roku, złożyła śluby czasowe, które ponawiała przez kolejne pięć lat. 1 czerwca 1933 roku złożyła w Krakowie śluby wieczyste. W klasztorze przeżyła trzynaście lat pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki w wielu domach zgromadzenia, najdłużej w Wilnie, Krakowie i Płocku.

 

U podstaw duchowości s. Faustyny leży tajemnica miłosierdzia Bożego, którą ona rozważała w słowie Bożym i kontemplowała w codzienności swego życia. Ta modlitwa rozwijała w niej postawę dziecięcej ufności wobec Boga i miłosierdzia względem bliźnich. O mój Jezu - pisała - każdy ze świętych Twoich odbija jedną z cnót Twoich na sobie, ja pragnę odbić Twoje litościwe i pełne miłosierdzia Serce, chcę je wysławić. Miłosierdzie Twoje, o Jezu, niech będzie wyciśnięte na sercu i duszy mojej jako pieczęć, a to będzie odznaką moją w tym i przyszłym życiu"(Dz. 1242). Najprostsze posługi wypełniała z ogromnym oddaniem starając się w zwykłych, codziennych zajęciach odkryć miłość Boga i odpowiadać na nią osobistym zaangażowaniem. W Wilnie ujawniła się choroba gruźlicy płuc, która stopniowo obejmowała całe wnętrzności stając się powodem wielkich cierpień, a ostatecznie przyczyną śmierci. W czasie choroby, Siostra Faustyna była dwukrotnie poddawana hospitalizacji na Prądniku Czerwonym w Krakowie. Dużo czasu spędzała w klasztornej infirmerii. Gdy czuła się lepiej podejmowała swoje obowiązki przezwyciężając chorobę siłą woli i wielką miłością do Jezusa. Zmarła w krakowskim klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia 5 października 1938 roku. Została pochowana na klasztornym cmentarzu. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił ją błogosławioną 18 kwietnia 1993 roku, a następnie kanonizował 30 kwietnia 2000 roku w Rzymie.

Siostra Faustyna Kowalska jest znana jako apostołka Bożego miłosierdzia. Przez nią Pan Jezus przekazał światu swoje orędzie. Wysłał ją do całej ludzkości, której nie chce karać, ale pragnie uleczyć, przytulając do swego miłosiernego Serca (por. Dz. 1588).

Misja s. Faustyny polegała na 3 zadaniach:

 

Przybliżenie i głoszenie światu prawdy objawionej w Piśmie Świętym o miłości miłosiernej Boga do każdego grzesznego człowieka.

 

Wypraszanie miłosierdzia Bożego dla całego świata przez praktykę podanych przez Pana Jezusa nowych form kultu Miłosierdzia Bożego, którymi są: obraz Jezusa Miłosiernego z podpisem Jezu, ufam Tobie (namalowany według wskazówek s. Faustyny w Wilnie w 1934 przez Eugeniusza Kazimirowskiego), Święto Miłosierdzia Bożego (zatwierdzone przez Ojca Świętego Jana Pawła II w 2002 roku) w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, Koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwa w godzinę śmierci Jezusa (15:00), zwana Godziną Miłosierdzia.

 

Powstanie nowego zgromadzenia zakonnego, które miało podjąć zadanie wielbienia, głoszenia i wypraszania miłosierdzia Bożego dla świata całego. Regułą życia tego zgromadzenia miał być Duch Jezusa: Życie wasze ma być na mnie wzorowane, od żłóbka aż do skonania na krzyżu (Dz. 438). Zgromadzenie to zostało założone przez spowiednika s. Faustyny - ks. Michała Sopoćkę, który wielokrotnie rozmawiał i korespondował ze świętą na ten temat. Zatwierdzone zostało na prawach diecezjalnych w 1955 roku i istnieje pod nazwą Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego.

 

Oprócz Dzienniczka św. s. Faustyna pozostawiła listy i kartki z życzeniami pisanymi do kierownika duchowego ks. Michała Sopoćki, do o. Józefa Andrasza SI, do przełożonych zakonnych, sióstr Zgromadzenia oraz rodziny. Listy te dopełniają obraz duchowy apostołki Bożego Miłosierdzia i pokazują jej wielkie zaangażowanie w sprawę głoszenia orędzia Miłosierdzia Bożego światu.

Ojciec Pio z Pietrelciny

– urodził się 25 maja 1887 r. w Pietrelcinie, w archidiecezji Benevento. Ochrzczony został nazajutrz, otrzymując imię Franciszek. Tak jak św. Paweł apostoł, w centrum swego życia i apostolatu umieścił krzyż swego Pana jako źródło mocy, mądrości i chwały. Ten wierny naśladowca św. Franciszka z Asyżu

 

Mając lat 16 wstąpił w dniu 6 stycznia 1903 r. do nowicjatu Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Morcone, gdzie w tym samym miesiącu otrzymał habit franciszkański i przyjął imię zakonne brat Pio. Po rocznym nowicjacie złożył śluby proste, a 27 stycznia 1907 śluby wieczyste.

 

Po święceniach kapłańskich, które otrzymał 10 sierpnia 1910 r. w Benevento, ze względu na zdrowie przebywał do r. 1916 u swej rodziny. We wrześniu tegoż roku ojciec Pio został wysłany do klasztoru w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał aż do śmierci.

Płonąc miłością Boga i bliźniego, Ojciec Pio przeżywał w pełni powołanie do pracy nad zbawieniem człowieka na drodze specjalnej misji, cechującej całe jego życie, a którą realizował poprzez kierownictwo duchowe ofiarowane wiernym w konfesjonale oraz sprawowanie Eucharystii. Szczytowym momentem jego działalności apostolskiej było odprawianie Mszy świętej. Wierni, którzy w niej uczestniczyli, dostrzegali pełnię jego duchowości. Na polu miłości społecznej podjął zadanie ulżenia cierpieniom i ubóstwu wielu rodzin, zwłaszcza poprzez założenie „Domu ulgi w cierpieniu”, otwartego 5 maja 1956 r.

Dla Ojca Pio wiara była całym życiem: wszystkiego pragnął i wszystko czynił w świetle wiary. Był nieustannie pogrążony w modlitwie. Cały dzień i dużą część nocy spędzał na rozmowie z Bogiem. Mawiał: „W książkach szukamy Boga, w modlitwie Go znajdujemy. Modlitwa jest kluczem, który otwiera serce Boże”.

 

Miłość Boga przenikała każdy jego dzień. Troszczył się tylko o to, by wzrastać w miłości i przyczyniać się do jej wzrostu u innych. Prócz Boga kochał bliźniego ponad wszystko, przyjmując przez więcej niż 50 lat rzesze ludzi, którzy śpieszyli, by korzystać z jego posługi, zwłaszcza w konfesjonale. Znajdował się niejako w ciągłym oblężeniu: szukano go w kościele, w zakrystii, w klasztorze. A on oddawał się wszystkim, ożywiając wiarę, rozdzielając łaskę, niosąc światło. Pragnął tylko chwały Bożej i dobra dusz. Traktował wszystkich z poczuciem sprawiedliwości i z wielkim szacunkiem. Jaśniała w nim cnota męstwa. Bardzo wcześnie zrozumiał, że będzie szedł drogą krzyża i podjął ją natychmiast odważnie i z miłością. Doświadczał przez wiele lat cierpień duchowych, związanych z otrzymanymi stygmatami, a bóle swych ran znosił z zadziwiającą pogodą. Przyjmował w milczeniu liczne uwagi przełożonych, a zawsze milczał w obliczu oszczerstw. Zgodnie z praktyką franciszkańską stosował umartwienia dla osiągnięcia cnoty umiarkowania. Cnota ta cechowała jego umysłowość i sposób życia. Praktykował ducha ubóstwa z zupełnym zapomnieniem o sobie, w oderwaniu od dóbr ziemskich, od wygód i zaszczytów. Szczególnie miłował cnotę czystości, a jego zachowanie było zawsze i wobec wszystkich skromne. Uważał się szczerze za nieużytecznego, niegodnego darów Bożych. Powtarzał: „Pragnę być jedynie ubogim bratem, który się modli”.

 

Jego zdrowie, już od młodości, nie było zbyt dobre, a zwłaszcza w ostatnich latach życia gwałtownie się załamało. Śmierć zabrała go przygotowanego i pogodnego w dniu 23 września 1968 r., w wieku 81 lat. Na jego pogrzeb przybyły nadzwyczaj liczne rzesze ludzi. W dniu 20 lutego 1971 r., zaledwie 3 lata od śmierci Ojca Pio, papież Paweł VI, przemawiając do przełożonych zakonu kapucynów, powiedział o nim: „Patrzcie, jaką miał sławę, jak wielu ludzi zjednoczył przy sobie! Ale dlaczego? Może był filozofem? Może był mędrcem? Może miał jakieś środki do dyspozycji? Dlatego, że odprawiał pokornie Mszę świętą, spowiadał od rana do wieczora i był (...) naznaczony stygmatami naszego Pana Jezusa Chrystusa. Był człowiekiem modlitwy i cierpienia.”

2 maja 1999 r. Ojciec święty Jan Paweł II ogłosił ojca Pio błogosławionym, wyznaczając jego liturgiczne wspomnienie na dzień 23 września. 16 czerwca 2002 nastąpiła jego kanonizacja.

 

Św. Zofia Barat

– urodziła się 12 grudnia 1779 r. w Joigny (Francja) jako najmłodsza z trojga rodzeństwa. Bardzo wcześnie, w wieku pięciu lat, Zofia postanowiła oddać się Bogu. W 1789 r. przystąpiła do pierwszej Komunii św. Była pobożna i żarliwa, każdego ranka uczestniczyła we mszy świętej w swej parafii św. Tybalda. W czternastym roku życia przyrzekła Bogu dziewictwo.

 

Marzyła o Karmelu, lecz podczas modlitwy zrozumiała, że chodzi o życie zakonne, które nada nową formę kultowi Najświętszego Serca Jezusa i które połączy kult Przenajświętszego Sakramentu oraz wychowanie dziewcząt, życie wewnętrzne i działalność apostolską.

 

Jesienią 1800 r. miało miejsce decydujące spotkanie z ojcem Józefem Varin, który po powrocie z emigracji próbował zainstalować we Francji niedawno założony żeński instytut zakonny: „Dilette di Gesu”; jego członkinie pragnęły poświęcić się wychowaniu dziewcząt, widząc w tym narzędzie rozpowszechniania miłości do Serca Jezusa. 21 listopada 1800r. w kaplicy przy ulicy Touraine Zofia Barat poświęciła się Sercu Jezusa, były to jej pierwsze śluby. Rok później, 13 listopada 1801r., pierwsza wspólnota, złożona z niej i dwóch dziewcząt pochodzących z Pikardii, Henrietty Grosier i Genowefy Deshayes, zamieszkała w Amiens: był to początek nowej formy zakonnego życia apostolskiego.

 

21 grudnia 1802, w wieku 23 lat Magdalena-Zofia Barat została przełożoną nowego zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacré Coeur). Od 1806 r. aż do śmierci w 1865 r. była przełożoną generalną. Papież Leon XII uznał w 1826 r. konstytucję zgromadzenia, co dało impuls do jego szybkiego rozprzestrzenienia się na całym świecie. W 1908 r. papież Pius XII ogłosił ją błogosławioną, a Pius XI. w 1925 r. świętą.

 

 

Św. ks. Arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński

–  urodził się w Wojutynie na Wołyniu. Wychowany w atmosferze religijnej i patriotycznej, od najmłodszych lat odznaczał się głęboką pobożnością maryjną.

Po ukończeniu wyższych studiów w Moskwie i Paryżu, idąc za głosem powołania, wstąpił do seminarium duchownego. W 1855 r. otrzymał święcenia kapłańskie w Petersburgu. Tu dał się poznać jako gorliwy kapłan, wykładowca i ojciec duchowny w petersburskim seminarium. Miał również oczy otwarte na zewnętrzną sytuację w stolicy carskiej Rosji i dostrzegał los opuszczonych dzieci polskich wygnańców oraz starców pozbawionych opieki. Sam doświadczywszy sieroctwa (przedwczesna śmierć ojca, następnie zsyłka matki na Syberię) był wrażliwy na cierpienia ludzkie. Bolał także nad represjami władzy carskiej wymierzonymi w Kościół Katolicki. Jedną z nich było zamknięcie nowicjatów zakonnych. W związku z tym w 1857 r. założył zgromadzenie zakonne Sióstr Rodziny Maryi, któremu zlecił opiekę nad dziećmi, chorymi i starcami.

 

W roku 1862 papież Pius IX mianował ks. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego arcybiskupem metropolitą warszawskim. Na stanowisku metropolity z wielką gorliwością i odwagą rozwinął wszechstronną działalność zmierzającą do odrodzenia duchowego archidiecezji. Niedługo jednak kierował powierzoną mu owczarnią. Już po 16 miesiącach - za obronę praw Kościoła i Ojczyzny - został przez władze carskie skazany na wygnanie w głąb Rosji. Jako więzień i zesłaniec nawet wśród największych cierpień i osamotnienia dawał przykład głębokiej wiary i pełnego zaufania wobec zrządzeń Opatrzności Bożej.

 

Po 20 latach został zwolniony z zesłania, jednak bez możliwości powrotu na teren archidiecezji warszawskiej. Opuścił Jarosław nad Wołgą, pozostając w pamięci mieszkańców jako człowiek święty. Przechodzący koło domu, w którym długie lata mieszkał, uchylali nakrycie głowy, żegnali się krzyżem świętym i mówili: "Tu mieszkał święty człowiek". Po powrocie z wygnania arcybiskup Feliński zamieszkał w Galicji (Dźwiniaczka), gdzie mimo podeszłego wieku i choroby podjął pracę duszpasterską wśród wiernego ludu. Dostrzegł naglącą potrzebę rozwoju szkolnictwa na wsi. Osobiście wyszedł z inicjatywą organizowania szkół dla wiejskich dzieci i to zadanie powierzył Zgromadzeniu Sióstr Rodziny Maryi. Gdy zbliżył się kres doczesnej pielgrzymki, sama Opatrzność wyprowadziła Go z wiejskiego zacisza do królewskiego Krakowa, gdzie w pałacu arcybiskupim w dniu 17 września 1895 r. oddał swą duszę Panu Bogu w opinii świętości.

 

Pozostawił wzór życia całkowicie oddanego Panu Bogu i bliźnim. Naród uczcił zgon świątobliwego pasterza-wygnańca manifestacyjnym pogrzebem na Wawelu. Późniejszy biskup przemyski i błogosławiony ks. Józef Pelczar - profesor UJ w Krakowie ukazał w mowie pogrzebowej głębię jego ducha. Powiedział m.in.: „A mamże uchylić nieco zasłony z jego życia wewnętrznego?... Był to mąż wielkiej pokory i prostoty... Mąż to zarazem wielkiej miłości i wielkiego skupienia ducha, iż prawie ciągle był Bogiem zajęty... Mąż to dziwnego ducha ubóstwa i niezrównanego miłosierdzia, iż jako prawy tercjarz św. Franciszka z Asyżu nie chciał mieć dwóch sukni, a żyjąc skromniutko z jałmużn mszalnych wszystek grosz dawał ubogim i zakładom... Mąż to wreszcie rzadkiej słodyczy, rzadkiego zaparcia się, rzadkiej cierpliwości, zawsze uprzejmy, zawsze spokojny, zawsze umartwiony, znosił z radością wszelką przykrość."

 

18 sierpnia 2002 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego błogosławionym, a 11 października 2009 r. jego następca, Benedykt XVI kanonizował go.

 

Obecnie ciało świętego arcybiskupa Felińskiego spoczywa w podziemiach archikatedry św. Jana w Warszawie. Słowa wielkiego Prymasa Tysiąclecia Stefana Kard. Wyszyńskiego dobrze charakteryzują jego ciche, a owocne życie: „Wstąpcie do katedry, zejdźcie do podziemi, tam leży człowiek, o którym mówiono, że przegrał, a to jest zwycięzca".

 

 

Bł. Honorat Koźmiński

Urodził się 16 października 1829 r. w Białej Podlaskiej. Na chrzcie otrzymał imiona Florentyn, Wacław i Jan. Jako jedenastolatek zaczął uczyć się w gimnazjum w Płocku. Podczas pobytu w tej szkole, mimo głębokiej pobożności wyniesionej z domu, stracił wiarę i zaparł się Boga. Po jej ukończeniu rozpoczął studia w Szkole Sztuk Pięknych na Wydziale Budowniczym w Warszawie. Wkrótce został osierocony przez ojca.

W kwietniu 1846 r. Wacław został niespodziewanie oskarżony o udział w spisku przeciwko carowi i osadzony w Cytadeli Warszawskiej. Tam poważnie zachorował na tyfus i był bliski śmierci. Na skutek modlitw swojej matki, 15 sierpnia tego samego roku, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przeżył nawrócenie i zaczął wracać do zdrowia. Już wtedy zdecydował się na poświęcenie swojego życia Bogu. Podczas jedenastomiesięcznego pobytu w więzieniu dokonał się proces jego duchowego przeobrażenia. Na skutek nadzwyczajnej interwencji Bożej zrodziła się na nowo wiara Wacława. Odtąd wierzył już niezachwianie, bo spotkał się osobiście z Chrystusem, przeżywszy przedtem gorycz niewiary. Po uwolnieniu z Cytadeli, w marcu 1847 r., odbył spowiedź generalną i zaczął prowadzić surowe ascetyczne życie. Jako dwudziestoletni młodzieniec, przerywając w połowie ostatni rok studiów, wstąpił do zakonu kapucynów 8 grudnia 1848 r. w Warszawie. Nowicjat w Lubartowie rozpoczął 21 grudnia tego samego roku, wtedy też otrzymał habit zakonny i nowe imię Honorat. Po złożeniu pierwszych ślubów, 21 grudnia 1849 r., został wysłany na studia filozoficzno-teologiczne do Lublinia. W 1852 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wielką cześć dla Najświętszego Sakramentu, który adorował wiele razy w ciągu dnia.

Będąc kapłanem udzielał się jako lektor teologii oraz kaznodzieja i spowiednik. Gorliwie działał w wielu świątyniach Warszawy, przede wszystkich głosząc kazania, które przyciągały wielu słuchaczy. Katechizował także na tzw. pensjach żeńskich. Miał dar rozpoznawania i kierowania duszami ludzkimi, jego konfesjonał był zawsze oblegany. Spowiadał również więźniów skazanych na śmierć. Udzielał się poza tym jako misjonarz ludowy. Od pierwszych lat życia zakonnego towarzyszyła mu świadomość i pragnienie, by wszystkie swoje talenty i dary dane przez Boga spożytkować w celu ukazania ludziom Jego miłości, służby Kościołowi i budowania królestwa Bożego w duszach. Propagował nabożeństwo do Matki Bożej, zwłaszcza Żywy Różaniec, nadając mu charakter społeczny.

W ten sposób zainicjował zgromadzenie sióstr felicjanek, a potem dwadzieścia pięć innych wspólnot habitowych i niehabitowych, z których do dzisiaj istnieje siedemnaście. Dzięki działalności o. Honorata zaistniał dziwny paradoks. Władze carskie kasując klasztory w 1864 r. przewidywały, że po 30 latach życie zakonne w Polsce przestanie istnieć. Tymczasem dzięki jego działalności liczba osób zakonnych znacznie się powiększyła i z końcem XIX wynosiła około 10 tys. członków. Koźmiński dokonał tak wielkiego dzieła dzięki szczególnemu charyzmatowi, jaki otrzymał od Boga. Pociągnął do służby Bożej tysiące dusz dlatego, że działał w oparciu o czyste idee ewangeliczne i z to wielką odwagą. Zrezygnował bowiem z pewnych ustalonych form zakonnych dla ratowania życia zakonnego w jego najczystszym ideale, czyli praktykowaniu rad ewangelicznych. Swoje siostry i braci o. Honorat wysyłał do różnych środowisk życia społecznego i zawsze z całym naciskiem podkreślał, że wszyscy są powołani do świętości i do życia apostolskiego. Stał się on wielkim promotorem obecności życia konsekrowanego w świecie. Jego ideały znalazły potwierdzenie dopiero w konstytucji apostolskiej papieża Piusa XII „Provida Mater Ecclesia" (1947) i dokumentach Soboru Watykańskiego II.

Trzeba jeszcze wspomnieć o wielkiej miłości o. Honorata do Maryi, z którą zresztą związał całe swoje zakonne i kapłańskie życie. Dzięki inicjatywie i współpracy o. Honorata zostało ustanowione święto Matki Bożej Częstochowskiej, obchodzone po raz pierwszy 29 sierpnia 1906 r., a 15 sierpnia tego roku odbyła się pielgrzymka narodowa, pomimo utrudnień ze strony zaborców.

W październiku 1916 r. o. Honorat poważnie zachorował. Zmarł w Nowym Mieście nad Pilicą 16 grudnia 1916 r. w opinii świętości. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 21 grudnia i były wielką manifestacją. Obecni na pogrzebie - jak również wielu innych - byli przekonani, że umarł człowiek święty. Pochowany został w katakumbach w Nowym Mieście. Ojciec święty Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym 16 października 1988 r. w Rzymie w 10 rocznicę swego pontyfikatu i 159 rocznicę jego urodzin.

 

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Urodził się 14 września 1947 r. we wsi Okopy koło Suchowoli na Podlasiu. Jego rodzice, Marianna i Władysław, prowadzili gospodarstwo rolne.

Od 1961 roku Jerzy uczy się w liceum w Suchowoli. W szkole nauczyciele charakteryzowali go jako ucznia przeciętnie zdolnego, ale ambitnego. Od dzieciństwa był ministrantem. Po maturze w 1965 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie.

Na początku drugiego roku studiów został wcielony do wojska. W latach 1966-68 odbył zasadniczą służbę wojskową w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Z tego okresu znany jest fakt mężnej postawy alumna Jerzego, który nie pozwolił odebrać sobie medalika i różańca, za co był szykanowany przez tamtejsze władze wojskowe. Celem tych szykan i obostrzeń w służbie było zniechęcanie żołnierzy-kleryków do powrotu na drogę powołania kapłańskiego. Po powrocie z wojska kleryk Jerzy ciężko zachorował. Odtąd do końca życia będzie borykał się z kłopotami zdrowotnymi.

 

28 maja 1972 r. został kapłanem, przyjąwszy święcenia z rąk Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Na obrazku prymicyjnym zapisał znamienne słowa: „Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc”. Następnie posługiwał w parafii św. Trójcy w Ząbkach i Matki Bożej Królowej Polski w Aninie oraz Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. W posłudze duszpasterskiej szczególnie upodobał sobie pracę z dziećmi i młodzieżą. Niestety kłopoty ze zdrowiem nasiliły się. W styczniu 1979 ks. Jerzy zasłabł w czasie odprawiania Mszy Św. Po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu nie wrócił już do zwyczajnej pracy wikariusza.

 

W roku akademickim 1979/80 pracował w Duszpasterstwie Akademickim Św. Anny. Prowadził konwersatorium dla studentów medycyny. Z końcem roku 1978 ks. Jerzy został mianowany duszpasterzem średniego personelu medycznego. Odtąd co miesiąc odprawiał Mszę Św. w kaplicy Res Sacra Miser. Ostatnim miejscem pracy ks. Jerzego, od 20 maja 1980 r., była parafia św. Stanisława Kostki. Jako rezydent prowadził dalej duszpasterstwo średniego personelu medycznego, a od sierpnia 1980 r. zaangażował się w powstające Duszpasterstwo Ludzi Pracy. W październiku 1981 r. został mianowany diecezjalnym duszpasterzem służby zdrowia i kapelanem Domu Zasłużonego Pracownika Służby Zdrowia przy ul. Elekcyjnej 37. Czasem przełomu w życiu ks. Jerzego stało się lato 1980 r. W niedzielę 31 sierpnia delegacja strajkujących hutników poprosiła Kardynała Wyszyńskiego o przybycie jakiegoś księdza do huty. Kapelan prymasa przyjechał do kościoła św. Stanisława Kostki. W zakrystii zwrócił się z prośbą do ks. Czarnoty, który jednak przygotowywał się do odprawiania Mszy Św. Wtedy zgłosił się ks. Popiełuszko.

 

Od tego spotkania przy ołtarzu rozpoczęła się duchowa przyjaźń hutników z ks. Jerzym.

Od 28 lutego 1982 r. celebrował Msze Św. za Ojczyznę i wygłasza kazania patriotyczno-religijne (było ich razem 26), w których - przez pryzmat Ewangelii i nauki Kościoła - interpretował moralny wymiar bolesnej współczesności. We wrześniu 1983 roku Ks. Jerzy zorganizował pielgrzymkę robotników Huty „Warszawa” na Jasną Górę. Za rok do Częstochowy pielgrzymowali już robotnicy z różnych części Polski. Idea ks. Jerzego przerodziła się w coroczną ogólnopolską Pielgrzymkę Ludzi Pracy na Jasną Górę w trzecią niedzielę września. Aparat państwowy z niepokojem patrzył na działalność ks. Jerzego. Późnym wieczorem dnia 19 października 1984 r., wracając samochodem z posługi duszpasterskiej w Bydgoszczy, został zatrzymany przez trzech funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (wydział do walki z Kościołem) i uprowadzony. Stało się to na szosie w Górsku niedaleko Torunia. Ciało ks. Jerzego Popiełuszki wyłowiła milicja w dniu 30 października 1984 r. ze sztucznego zbiornika wodnego przy tamie na Wiśle koło Włocławka. Pogrzeb odbył się w Warszawie 3 listopada 1984 r. 6 czerwca 2010 r. w Warszawie odbyła się beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki. Jego liturgiczne wspomnienie wyznaczono na 19 października – dzień jego narodzin dla nieba.

 

Św. Jan Paweł II

Karol Józef Wojtyła, II urodził się w Wadowicach 18 maja 1920 r w rodzinie Karola i Emilii z Kaczorowskich Wojtyłów. W wieku 9 lat stracił matkę. Starszy brat Edmund, lekarz, zmarł w 1932 r., a ojciec, oficer Wojska Polskiego, w roku 1941. Po ukończeniu nauki w liceum wadowickim został studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w roku 1938.

Po zajęciu Krakowa przez niemieckie wojska i zamknięciu Uniwersytetu Jagiellońskiego jesienią 1939 roku młody Karol, dla uniknięcia deportacji do Niemiec, pracował najpierw w kamieniołomach, a potem w fabryce chemicznej Solvay w latach 1940-1944. Odpowiadając na rodzące się powołanie do kapłaństwa, od 1942 r. pobierał naukę na tajnych kursach formacyjnych przy seminarium krakowskim, prowadzonym przez arcybiskupa Krakowa, kard. Adama Stefana Sapiehę. Równocześnie był jednym z organizatorów tajnego „Teatru Rapsodycznego”.

 

Po wojnie kontynuował formację duchową i intelektualną w seminarium krakowskim i na ponownie otwartym wydziale teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Otrzymał święcenia kapłańskie w Krakowie 1 listopada 1946 roku, a następnie został wysłany do Rzymu, gdzie w roku 1948 ukończył studia doktoranckie z teologii, pisząc pracę na temat wiary w dziełach św. Jana od Krzyża. W tym okresie, w czasie wakacji posługiwał duszpastersko wśród emigrantów polskich we Francji, Belgii i Holandii. W roku 1948 powrócił do Polski i został skierowany do pracy duszpasterskiej, najpierw jako wikariusz w parafii Niegowić, a potem jako współpracownik przy parafii św. Floriana w Krakowie. Był duszpasterzem akademickim do 1951 roku, kiedy to podjął ponownie studia filozoficzne i teologiczne. W roku 1953 opublikował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pracę poświęconą systemowi etycznemu Maxa Schelera. Następnie wykładał teologię moralną i etykę jako profesor seminarium krakowskiego i wydziału teologicznego KUL.

Papież Pius XII mianował go 4 lipca 1958 roku, biskupem pomocniczym krakowskim. Sakrę biskupią otrzymał dnia 28 września 1958 roku w katedrze na Wawelu, z rąk arcybiskupa Eugeniusza Baziaka. 13 stycznia 1964 roku papież Paweł VI mianował go arcybiskupem Krakowa, a 26 czerwca 1967 wyniósł do godności kardynalskiej.

 

Jako uczestnik prac Soboru Watykańskiego II (1962-1965) uczestniczył aktywnie w przygotowaniu konstytucji soborowej „Gaudium et spes”. W okresie poprzedzającym wybór na Stolicę Piotrową, kardynał Wojtyła uczestniczył w 5 zgromadzeniach plenarnych Synodu Biskupów. Został wybrany papieżem 16 października 1978 roku. Dnia 22 października tegoż roku odbyła się uroczysta inauguracja jego pontyfikatu.

 

Jako Jan Paweł II odbył 146 wizyt duszpasterskich we Włoszech oraz odwiedził 317 z 332 parafii rzymskich. Dokonał 104 podróży apostolskich, które są przejawem jego pasterskiej troski o Kościół powszechny. Spośród licznych dokumentów opublikowanych za jego pontyfikatu należy podkreślić 14 encyklik, 15 adhortacji apostolskich, 11 konstytucji apostolskich i 45 listów apostolskich. Jako papież napisał 5 książek: „Przekroczyć próg nadziei” (1994), „Dar i Tajemnica” (1996), „Tryptyk rzymski” (2003), „Wstańcie! Chodźmy!” (2004) i „Pamięć i tożsamość” (2005). Jan Paweł II przewodniczył osobiście 147 ceremoniom beatyfikacji, w czasie których ogłosił 1338 błogosławionych oraz 51 uroczystościom kanonizacyjnym, ogłaszając 482 nowych świętych. Zwołał  9 konsystorzy, na których mianował 231 kardynałów (w tym jednego in pectore). Przewodniczył 6 zgromadzeniom plenarnym kolegium kardynalskiego. Od roku 1978 powołał 15 zgromadzeń Synodu Biskupów: 6 zwyczajnych (1980, 1983, 1987, 1990, 1994, i 2001), 1 zgromadzenie ogólne nadzwyczajne (1985) i 8 zgromadzeń specjalnych (1980, 1991, 1994, 1995, 1997, 1998 [2] i 1999).

 

W dniu 13 maja 1981 roku dokonano na Placu Świętego Piotra nieudanego zamachu na jego życie. Uratowany macierzyńską opieką Matki Bożej,  po opuszczeniu szpitala przebaczył zamachowcowi i,  świadom ponownie otrzymanego daru życia, ze zwiększoną energią powrócił do zajęć duszpasterskich, poświęcając się im w sposób heroiczny.

Jego troska duszpasterska znalazła swój szczególny przejaw między innymi w utworzeniu licznych diecezji, w promulgowaniu kodeksów prawa kanonicznego dla Kościoła łacińskiego i dla Kościołów wschodnich oraz w Katechizmu Kościoła Katolickiego. Momentami szczególnie ważnymi dla pogłębienia wiary ludu Bożego było ogłoszenie Roku Odkupienia, Roku Maryjnego i Roku Eucharystii, jak również Wielkiego Jubileuszu roku 2000. Wyrazem jego żywej troski apostolskiej była inicjatywa zwoływania Światowych Dni Młodzieży. Żaden z jego poprzedników nie spotkał się z tak wielką ilością wiernych: w audiencjach generalnych, których odbyło się 1160, uczestniczyło łącznie 17.600.000 pielgrzymów, nie licząc tych, którzy wzięli udział w audiencjach specjalnych i w zgromadzeniach liturgicznych oraz w spotkaniach w ramach pielgrzymek apostolskich. W czasie trwania Wielkiego Jubileuszu roku 2000 papież spotkał się z przeszło 8 milionami wiernych. Osobnym rozdziałem były spotkania z przedstawicielami świata polityki: odbyło się 38 wizyt oficjalnych i 738 audiencji udzielonych głowom państw, oraz 246 audiencji udzielonych szefom rządów.

Zmarł w swoim apartamencie watykańskim, w sobotę 2 kwietnia 2005 roku, o godz. 21:37, w wigilię niedzieli święta Bożego Miłosierdzia, które ustanowił. Uroczystości pogrzebowe odbyły się na Placu Świętego Piotra 8 kwietnia.

Beatyfikacja miała miejsce również na Placu Świętego Piotra w Rzymie, a dokonał jej papież Benedykt XVI 1 maja 2011 r. Kanonizacja w tym samym miejscu odbyła się w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia 2014 r.

 

Św. Maksymilian Maria Kolbe

urodził się jako Rajmund Kolbe 8 stycznia 1894 r. Zduńskiej Woli k/Łodzi. Kiedy miał 12 lat, ukazała mu się Matka Boża, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała chłopca, czy je chce, a równocześnie dała mu do zrozumienia, że korona biała oznacza czystość, a czerwona męczeństwo. „Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i znikła". Było to w kościele parafialnym w Pabianicach.

W 1907 r. franciszkanie konwentualni ze Lwowa prowadzili w Pabianicach misje. Rajmund postanowił do nich wstąpić. Dlatego przedarł się z zaboru rosyjskiego do austriackiego, do Lwowa, gdzie wstąpił do małego seminarium franciszkanów. Lwów przypomniał Rajmundowi czasy, kiedy to w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej król polski Jan Kazimierz ogłosił Maryję Królową Polski i złożył na Jej ręce ślubowanie (1656). Przed tym samym obrazem postanowił i on także poświęcić się Maryi. „Z twarzą pochyloną ku ziemi - napisze w swoich pamiętnikach - obiecałem Najświętszej Maryi Pannie, królującej na ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak? - nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym". W nowicjacie przyjął imię Maksymilian. W 1912 r. przełożeni wysłali go na dalsze studia do Krakowa, a stamtąd jeszcze tego samego roku do Rzymu. Studia filozoficzne i teologiczne uwieńczył dwoma doktoratami.

Dnia 1 listopada 1914 roku Kolbe złożył uroczystą profesję, w czasie której dodał sobie imię Maria. Dnia 28 kwietnia 1918 roku otrzymał święcenia kapłańskie. W 1917 roku przypadały dwie rocznice, które o. Kolbemu dały wiele do myślenia: 400-lecie wystąpienia Marcina Lutra i 200-lecie powstania masonerii. Obydwie okazje wykorzystali wrogowie Kościoła Katolickiego do zamanifestowania nienawiści do niego. Równocześnie w tym samym roku 1917 świat katolicki obchodził rocznicę 75-lecia objawienia się NMP Alfonsowi Ratisbonne. Wspomniane wypadki natchnęły Maksymiliana, ażeby utworzyć z osób oddanych Maryi rodzaj bractwa, mającego skupiać w swoich szeregach ludzi, którym sprawa królestwa Bożego na ziemi leży na sercu. W porozumieniu z przełożonymi i po naradzie ze spowiednikiem w tym samym roku 1917, gdy był jeszcze subdiakonem, założył wśród swoich kolegów Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae).

 

W 1919 roku o. Maksymilian powrócił do Polski, ciesząc się z jej niepodległości. Postanowił dołożyć wszystkich sił, by była królestwem Niepokalanej. Zaczął więc werbować ochotników do Rycerstwa Niepokalanej i w 1922 r. wydawać w Krakowie „Rycerza Niepokalanej”. Przełożeni jednak, w obawie, że o. Kolbe zadłuży klasztor, wysłali go do Grodna, gdzie założył drukarnię. Pracował niestrudzenie nad nowym dziełem, które uważał za program swojego życia. Prawdziwy rozmach nastąpił jednak dopiero wtedy, gdy o. Kolbe przeniósł swoje dzieło do Teresina, 42 km od Warszawy. W roku 1927 założył tu Niepokalanów. Był to w owych latach największy klasztor na świecie i jeden z największych w dziejach Kościoła. W 1930 roku o. Kolbe opuścił Niepokalanów i w towarzystwie 4 współbraci za zezwoleniem przełożonego generalnego udał się do Japonii, do miasta Nagasaki, gdzie założył drugi Niepokalanów. W 1931 roku otworzył tam nowicjat, a w 1936 roku małe seminarium. W tym samym roku Rycerz Niepokalanej w języku japońskim miał już nakład 65 000 egzemplarzy. O. Maksymilian zamierzał otworzyć podobne do Niepokalanowa polskiego i japońskiego ośrodki w całym świecie ku chwale Niepokalanej i rozszerzeniu Jej królestwa na ziemi. Po powrocie do Polski troszczył się nadal o Niepokalanów.

 

Po wybuchu wojny w 1939 r. Niemcy przystąpili 19 września do likwidacji klasztoru. O. Kolbe i jego bracia zostali aresztowani i umieszczeni w obozie w Amtlitz, a potem w Ostrzeszowie. W samą uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia, nastąpiło zwolnienie z obozu. O. Kolbe natychmiast powrócił do Niepokalanowa. Tu zajął się przygotowaniem 3000 miejsc dla wysiedlonych z Poznańskiego (w tym 2000 Żydów). Zorganizował nieustanną adorację Najśw. Sakramentu, otworzył różne warsztaty i dział sanitarny. 17 lutego 1941 roku gestapo zabrało o. Kolbego do Warszawy na osławiony Pawiak, a 25 maja 1941 r. wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Otrzymał numer 16 670. Pod koniec lipca 1941 r. uciekł jeden z więźniów z bloku o. Kolbego. Wściekły komendant nakazał zwołać na plac cały blok i co dziesiątego wytypowanego przez siebie więźnia skazał na śmierć głodową, w specjalnie na to przygotowanym bunkrze. Wśród przeznaczonych na śmierć znalazł się Franciszek Gajowniczek. Nieszczęśliwy westchnął, że musi opuścić żonę i dzieci. Wtedy z szeregu wyszedł o. Kolbe i prosił, by jego skazano na śmierć zamiast Gajowniczka, który stał obok niego. Na pytanie: Kim jest? odparł, że jest kapłanem katolickim i że jest samotny, a Gajowniczek ma żonę i dzieci. Poszedł na śmierć wraz z 9 towarzyszami do bloku śmierci, nr 13. Bunkier, który dotąd był miejscem przekleństw i rozpaczy, pod przewodnictwem o. Maksymiliana stał się przybytkiem Bożej chwały. Modlono się i śpiewano. Przyzwyczajony do głodu o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie. Wreszcie oprawcy dobili go zastrzykiem fenolu. Stało się to 14 sierpnia, w wigilię Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny 1941 roku. Papież Paweł VI beatyfikował go 17 października 1971 r., a Jan Pawel II. kanonizował 10 października 1982 r.

 

 

Bł. Miriam Baouardy (s. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego)

urodziła się 5 stycznia 1846 r. w rodzinie arabskich katolików w wiosce Abellin, w połowie drogi między Hajfą i Nazaretem. Była specjalnie uproszoną u Matki Bożej córką po tym, jak jej rodzice stracili kolejno 12 synów. Miriam wcześnie utraciła rodziców i została zaadoptowana przez swoich krewnych, którzy przenieśli się do Aleksandrii. Tam przygotowywano ją do ślubu z wujem. Wbrew woli starszych Miriam podjęła jednak decyzję, że nie wyjdzie za mąż, lecz poświęci swe życie Chrystusowi. W nocy poprzedzającej dzień ślubu, podczas modlitwy, usłyszała w sercu głos Boży: „Wszystko przemija! Jeżeli oddasz Mi swoje serce, Ja będę z tobą zawsze.” Rodzina nie zaakceptowała zamiarów Miriam. Rozgniewany wuj traktował ją odtąd jak obcą i przeznaczył do pracy w kuchni, zrównując z niewolnicami. 7 września 1858 r., gdy została ciężko poraniona przez służącego muzułmanina, który chciał ją skłonić do przejścia na islam, została wyniesiona z domu na ulicę i odnalazła się w nieznanej grocie, w towarzystwie ubranej w błękitną suknię młodej kobiety, którą wzięła za zakonnicę. Dzięki staraniom tej opiekunki udało się zaszyć przecięte gardło. Wspominając po latach ten dramatyczny wypadek, Miriam zapewniała, że przeżyła prawdziwą śmierć, a następnie wizję nieba. Usłyszała wtedy zdanie: „Twoja księga jeszcze nie jest zapisana.” Powoli dziewczyna odzyskiwała zdrowie. Przed rozstaniem opiekunka zarysowała przed rekonwalescentką jej przyszłość: „Nie zobaczysz już swej rodziny; wyjedziesz do Francji, gdzie wstąpisz do zakonu. Będziesz najpierw dzieckiem św. Józefa, zanim staniesz się córką św. Teresy. Przyjmiesz habit karmelitański w jednym domu zakonnym, śluby złożysz w drugim, a umrzesz w trzecim, w Betlejem.” Następnie zaprowadziła Miriam do kościoła franciszkanów i odeszła. Wiele lat później Miriam uświadomiła sobie, kim była troszcząca się o nią „siostra zakonna” i z całym przekonaniem twierdziła, że ocalenie zawdzięcza Matce Bożej. Po wielu dalszych perypetiach, ciężkiej pracy służącej i przy ascetycznym trybie życia oraz po złożeniu osobistego ślubu dziewictwa przy Grobie Pańskim w Jerozolimie, Miriam dotarła do Francji, gdzie wstąpiła jako postulantka do klasztoru sióstr św. Józefa od Objawienia w Capelette w pobliżu Marsylii. Miała wiele przeżyć ekstatycznych oraz wizji, spędzała swoje życie na spełnianiu najcięższych posług, wynagradzaniu Bogu za grzechy, a także otrzymała stygmaty. Posiadała poza tym dar proroctwa, bilokacji oraz lewitowania.

 

W klasztorze zaczęto ją nazywać Małą Arabką. Nie przyjęto ją jednak na stałe do zakonu. Przeniosła się zatem do Karmelu w Pau w 1867 r. W ten sposób spełniły się słowa tajemniczej opiekunki: „Będziesz dzieckiem św. Józefa zanim zostaniesz córką św. Teresy.” Nadprzyrodzone dary nasilały się w klasztorze wbrew pragnieniom nowicjuszki, która chciała pozostawać niezauważona. Starała się opierać ekstazom – ich treści zacierały się w jej pamięci, chyba że przełożone zobowiązywały ją do zdania relacji. Dręczona przez szatana została poddana egzorcyzmom.

 

Za staraniem ojca karmelity Marii Efrema, przyszłego biskupa, została przeniesiona na jakiś czas do Indii, gdzie uczestniczyła w zakładaniu nowego klasztoru. Tam złożyła wieczyste śluby zakonne. 21 listopada 1871, podczas homilii na tej uroczystości, Miriam usłyszała w swym wnętrzu słowa zapowiadające dalszy trud: „I patrz! Oto ty, nędzne stworzenie; ty, biedna „Mała Nic”; ty, pełna słabości i grzechu, w jednej chwili, poprzez trzy śluby, wzniesiona zostaniesz do niepojętej godności oblubienicy Króla Niebios. Raduj się więc, ale także drżyj, bowiem nie stajesz się jedynie oblubienicą Jezusa, lecz oblubienicą Jezusa Ukrzyżowanego, którego imię nosisz.” Nieporozumienia rozpoczęły się już dzień później. Siostra Maria nie chciała się spontanicznie dzielić z przełożoną treściami wizji, gotowa była opowiadać je jedynie na mocy ślubu posłuszeństwa. Sprawa nabrała rozgłosu i siostrę odesłano do Francji. Od chwili powrotu siostra Maria marzyła o założeniu Karmelu w Betlejem. Zapowiadała również, że właśnie tam dobiegnie końca jej życie. Po wielu trudnościach udało jej się wyruszyć do Ziemi Świętej i wziąć udział w budowie nowego klasztoru. Pobyt w Betlejem naznaczony był ponawiającymi się ekstazami i duchowym cierpieniem. Powołując się na kolejne objawienia, siostra Maria zaczęła mówić o tym, że Chrystus pragnie także założenia Karmelu w Nazarecie. Zapowiedziała też, że po drodze do miasta Świętej Rodziny Bóg wskaże miejsce, w którym Zmartwychwstały łamał chleb z uczniami. Tak też się stało. Co ciekawe, późniejsze prace archeologiczne potwierdziły istnienie w oznaczonym przez siostrę miejscu dawnych sanktuariów, utrwalających tradycję Emaus. Sam klasztor powstał w 1910 r., już po śmierci wizjonerki.

 

Skromna karmelitanka nie do końca zdawała sobie sprawę z udzielanych jej nadzwyczajnych łask. Ekstazy nazywała snem, stygmaty – znakami potępienia lub trądu. Wyróżniała się pokorą i umiłowaniem ubóstwa. Zgodnie z przepowiednią jej dawnej „opiekunki” zaczęła jednak podupadać na zdrowiu i zmarła w Betlejem 26. sierpnia 1879 r. Przylgnęło do niej imię usłyszane podczas ślubów: „Maleńka Nic”. Papież Jan Paweł II beatyfikował ją w 1983 r.

Relikwie Krzyża Świętego

znajdują się obecnie w wielu miejscach na świecie. W Polsce można je znaleźć m.in. w kościele w Tropiu (diec. tarnowska).

 

Tradycja przypisuje odnalezienie Krzyża św. Helenie, matce cesarza Konstantyna, który w 313 r. wydał tzw. edykt mediolański, zapewniający chrześcijanom wolność kultu. Helena, mając już 78 lat, podjęła się niezwykłego zadania. Mimo że Jerozolima, po zbudowaniu w jej miejscu przez cesarza Hadriana zupełnie nowego miasta, zmieniła wygląd, cesarzowa postanowiła podjąć gruntowne i systematyczne poszukiwania Krzyża.  Usunęła najpierw z tego miejsca zbudowaną przez Hadriana świątynię ku czci bogini Wenus i nakazała przekopywanie znajdującej się tam ziemi i gruzów. W końcu, 14 września 327 r. doszło do odnalezienia świętego Drzewa.  Pamięć o tym zdarzeniu jest obecnie co roku czczona 14 września jako Uroczystość Podwyższenia Krzyża.

 

Cesarz Konstantyn, na wieść o dokonaniach swojej matki, oświadczył: „Nie ma słów odpowiednich,  aby uczcić ten cud. Ogarnia bezgraniczne zdumienie na myśl, że święty dokument męki naszego Boga pozostał tyle lat ukryty pod ziemią, by zajaśnieć w chwili, gdy wróg rodzaju ludzkiego został pokonany" (wg Euzebiusza). Zmarła cesarzowa została z  woli swojego syna pochowana w kościele św. Krzyża w Rzymie. Ówczesny biskup-patriarcha Jerozolimy, św. Makary, rozesłał cząstki Krzyża wszystkim ówczesnym kościołom, których było wówczas zaledwie kilkadziesiąt. Największe części przekazano patriarsze cesarskiej stolicy Konstantynopola, a także biskupowi Rzymu. Z tych stolic mniejsze cząstki przekazywano później dalej, do nowo powstających kościołów, również w krajach słowiańskich.

 

Cząstki Krzyża Św., sporządzone prawdopodobnie z jednej tylko poprzecznej jego belki, którą niósł Jezus, w wielkości takiej, jak je spotykamy w relikwiarzach (w Tropiu są to wymiary 2x2x5 mm) mogły być tak liczne, że gdyby nie uległy zniszczeniu, mogłyby się znaleźć nawet we wszystkich dzisiejszych świątyniach świata. Relikwiarz w tropskiej świątyni umieszczony jest przy wielkim zabytkowym krzyżu w nawie przy ścianie północnej. O tym krzyżu tamtejsza opowieść mówi, że został wydobyty z wód Dunajca w czasie powodzi ok. 1700 r. i ma pochodzić z innego kościoła, zniszczonego przez tę powódź. Na tle różnych wydarzeń z przeszłości odczytuje się to jako znak, że ukrzyżowany Jezus dzieli dole i niedole swojego ludu.

 

Podstawą biblijną kultu krzyża Chrystusowego, oprócz faktu, że był on zroszony krwią Chrystusa i stał się dla niego ołtarzem ofiarnym, na którym bez reszty oddał się Ojcu i ludziom, są m.in. słowa św. Pawła Apostoła, wyrażone w liście do Galatów: "Nie daj Boże, abym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa" (Gal 6,14). Dla  chrześcijan krzyż nie jest już jedynie znakiem śmierci i męki, lecz przede wszystkim nadziei i miłości, która nadaje wszelkim cierpieniom człowieka wartość zbawczą. Kto łączy się w swoich cierpieniach z Krzyżem Chrystusa, ten ma udział w jego zwycięstwie nad śmiercią.

 

Bł. ks. Michał Sopoćko

„Oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wolę moją na ziemi” (Dz. 53).

 

Ksiądz Michał Sopoćko zmarł 15 lutego 1975 r. w Białymstoku w opinii świętości, w dniu wspomnienia świętego Faustyna, patrona siostry Faustyny. 28 września 2008 r. w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku odbyła się beatyfikacja ks. Michała Sopoćki.

 

W posłannictwie św. siostry Faustyny opatrzność Boża wyznaczyła szczególną rolę jej spowiednikowi i kierownikowi duchowemu - ks. Michałowi Sopoćce. W czasie pobytu siostry Faustyny w Wilnie w latach 1933-1936 był on dla niej niezastąpioną pomocą w rozeznawaniu wewnętrznych doznań oraz objawień. Na jego polecenie napisała DZIENNICZEK, który jest dokumentem mistyki katolickiej o wyjątkowej wartości. W nim też ukazana jest świętość życia kapłańskiego ks. Sopoćki oraz wkład jego pracy w realizację żądań Pana Jezusa.

 

„Jest to kapłan według serca mojego, miłe mi są wysiłki jego. (...) przez niego upodobało mi się rozgłosić cześć do miłosierdzia mojego” (Dz. 1256).

„Myśl jego jest ściśle złączona z myślą moją, a więc bądź spokojna o dzieło moje, nie dam mu się pomylić, a ty nic nie czyń bez jego pozwolenia” (Dz. 1408).

 

Namalowanie obrazu Jezusa Miłosiernego, wystawienie go do publicznej czci, upowszechnienie koronki do Miłosierdzia Bożego, podjęcie wstępnych zabiegów o ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego oraz powołanie nowego Zgromadzenia zakonnego - dokonało się w Wilnie dzięki staraniom ks. Michała Sopoćki. Od tego czasu wspólne dzieła, okupione modlitwą i cierpieniem, promieniują na cały świat.

 

„Widząc poświęcenie i trud ks. dr. Sopoćki w tej sprawie, podziwiałam w nim cierpliwość i pokorę; wiele to wszystko kosztowało nie tylko trudów i różnych przykrości, ale i wiele pieniędzy, a jednak na wszystko łożył ks. dr Sopoćko. Widzę, że opatrzność Boża przygotowała go do spełnienia tego dzieła miłosierdzia wpierw, nim ja Boga o to prosiłam. O jak dziwne są drogi Twoje Boże, i szczęśliwe dusze, które idą za głosem łaski Bożej” (Dz. 422).

 

Ksiądz Michał Sopoćko urodził się w Nowosadach na Wileńszczyźnie. W latach 1910-1914 studiował teologię na Uniwersytecie w Wilnie, a następnie w Warszawie, gdzie ukończył również Wyższy Instytut Pedagogiczny. Po uzyskaniu doktoratu z teologii moralnej w 1926 r. został ojcem duchownym w seminarium wileńskim. Habilitował się w 1934 r. Pracował jako wykładowca teologii pastoralnej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i w Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku (1928-1962). W latach 1918-1932 był kapelanem Wojska Polskiego w Warszawie i w Wilnie. Ksiądz Sopoćko w opublikowanych pracach naukowych dał podstawy teologiczne dla nowych form kultu Bożego miłosierdzia, które z gorliwością upowszechniał angażując się w działalność ewangelizacyjną i społeczną. Dla pierwszej wspólnoty sióstr, która stała się początkiem założonego Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, napisał listy formacyjne, a następnie zredagował konstytucje - według przemyśleń i propozycji siostry Faustyny. Układał i publikował modlitwy do miłosierdzia Bożego - na podstawie jej tekstów.

 

„O Jezu mój, Ty widzisz, jak wielką mam wdzięczność dla ks. Sopoćki, który tak daleko posunął dzieło Twoje. Ta dusza, tak pokorna, umiała wytrzymać wszystkie burze i nie zniechęciła się przeciwnościami, ale wiernie odpowiedziała wezwaniu Bożemu" Dz. 1586).

„Kiedy rozmawiałam z kierownikiem mojej duszy, ujrzałam wewnętrznie duszę jego w wielkim cierpieniu, w takiej męce, że niewiele dusz Bóg dotyka tym ogniem. Cierpienie to wypływa z tego dzieła. Będzie chwila, w której dzieło to, które tak Bóg zaleca, okaże się jakoby w zupełnym zniszczeniu - i wtem nastąpi działanie Boże z wielka siłą, która da świadectwo prawdziwości. Ono będzie nowym blaskiem dla Kościoła, chociaż od dawna w nim spoczywającym. Że Bóg jest nieskończenie miłosierny, nikt temu zaprzeczyć nie może; pragnie On, żeby wszyscy wiedzieli o tym; nim przyjdzie powtórnie jako Sędzia, chce, aby wpierw dusze poznały Go jako Króla miłosierdzia. Kiedy ten triumf nadejdzie, to my już będziemy w nowym życiu, w którym nie ma cierpień, ale wpierw dusza twoja będzie nasycona goryczą na widok zniszczenia twoich usiłowań. Jednak zniszczenie to jest tylko pozorne, ponieważ Bóg co raz postanowił, nie zmienia; ale chociaż zniszczenie będzie pozorne, jednak cierpienie będzie rzeczywiste. Kiedy to nastąpi - nie wiem; jak długo trwać będzie - nie wiem” (Dz. 378).

„Jezu, przecież ta sprawa Twoją jest i dlaczego tak z nim postępujesz, co się wydaje, jako byś mu utrudniał, a przecież żądasz aby czynił. Napisz, że dniem i nocą wzrok mój spoczywa na nim, a dopuszczam te przeciwności, to dlatego, aby pomnożyć jego zasługi. Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla mnie podjęty” (Dz. 86).

„Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to...” (Dz. 90)

 „...otrzymałam list od księdza Sopoćki. Dowiedziałam się, że sprawa Boża postępuje, choć powoli. (...) Poznałam, że w chwili obecnej w dziele tym Bóg ode mnie żąda modlitwy i ofiary; (...) Poznałam w tym liście, jak wielkiego światła Bóg użycza temu kapłanowi; utwierdza mnie to w przekonaniu, że dzieło to Bóg przez niego przeprowadzi pomimo przeciwności - że dzieło to przeprowadzi, chociaż przeciwności się piętrzą. Wiem o tym dobrze, że im dzieło piękniejsze i większe, tym straszniejsze burze przeciw niemu szaleć będą” (Dz. 1401).

„Bóg w niezbadanych wyrokach swoich nieraz dopuszcza, że ci, co największe wysiłki podjęli w jakimś dziele, najczęściej owocem tego dzieła nie cieszą się tu na ziemi, całą ich radość zachowuje Bóg na wieczność; ale mimo wszystko czasami Bóg daje im poznać, jak bardzo miłe są mu wysiłki takich dusz, te chwile wzmacniają dusze do nowych walk i doświadczeń. Są to dusze najwięcej podobne do Zbawiciela, który w swoim dziele, które założył tu na ziemi, kosztował samą gorycz” (Dz. 1402).

 

„Jezus dał mi poznać, jak wszystko jest od Jego woli zależne, dając mi głęboki spokój o całość tego dzieła. Słuchaj, córko moja, choć wszystkie dzieła z woli mojej powstające są narażone na wielkie cierpienia, to jednak rozważ, czy było które z nich narażone na większe trudności, jak dzieło bezpośrednio moje - dzieło Odkupienia. Nie powinnaś się zbyt przejmować przeciwnościami. Świat nie jest tak silny, jak się wydaje, jego siła jest ściśle ograniczona” (Dz. 1643).

 

Ksiądz Sopoćko po śmierci św. siostry Faustyny, z którą utrzymywał kontakt do końca jej życia, konsekwentnie realizował zadania wyznaczone w objawieniach.

Ksiądz Sopoćko pisze w swoim DZIENNIKU: „Są prawdy, które się zna i często o nich słyszy i mówi, ale się nie rozumie. Tak było ze mną, co do prawdy miłosierdzia Bożego. Tyle razy wspominałem o tej prawdzie w kazaniach, myślałem o niej na rekolekcjach, powtarzałem w modlitwach kościelnych - szczególnie w psalmach - ale nie rozumiałem znaczenia tej prawdy, ani też nie wnikałem w jej treść, że jest najwyższym przymiotem działalności Boga na zewnątrz. Dopiero trzeba było prostej zakonnicy siostry Faustyny ze Zgromadzenia Opieki Matki Bożej (Magdalenek), która intuicją wiedziona powiedziała mi o niej, krótko i często to powtarzała, pobudzając mię do badania, studiowania i często o tej prawdzie myślenia. (...) z początku nie wiedziałem dobrze o co chodzi, słuchałem, niedowierzałem, zastanawiałem się, badałem, radziłem się innych - dopiero po kilku latach zrozumiałem doniosłość tego dzieła, wielkość tej idei i przekonałem się sam o skuteczności tego starego wprawdzie, ale zaniedbanego i domagającego się w naszych czasach odnowienia, wielkiego życiodajnego kultu. (...) Ufność w Miłosierdzie Boże, szerzenie kultu tego miłosierdzia wśród innych i bezgraniczne poświęcenie mu wszystkich swoich myśli, słów i uczynków bez cienia szukania siebie będzie naczelną zasadą mego dalszego życia, przy pomocy tegoż niezmierzonego miłosierdzia”. „Ewangelia nie polega na tym, by głosić, że grzesznicy powinni stać się dobrymi, lecz, że Bóg jest dobry dla grzeszników” (ks. Michał Sopoćko).

 

„Za jego staraniem nowe światło zajaśnieje w Kościele Bożym dla pociechy dusz” (Dz. 1390). „U stóp Pana Jezusa widziałam swego spowiednika, a za nim wielka liczba duchownych najwyższych, których strojów nigdy nie widziałam, tylko w widzeniu. A za nimi różne stany duchowne; dalej widziałam wielkie tłumy ludzi, których okiem ogarnąć nie mogłam. Widziałam z Hostii wychodzące te dwa promienie, jakie są w tym obrazie, które się ściśle złączyły ze sobą, ale nie pomieszały, i przeszły do rąk mego spowiednika, a później do rąk tych duchownych i z ich rąk przeszły do ludzi, i wróciły do Hostii” (Dz. 344).

 

świadectwo